Część polskich bloków węglowych po 2028 r. może zostać wyłączona z eksploatacji z powodu niespełniania unijnych norm emisyjnych. Jednym z rozwiązań, które mogłoby ograniczyć emisje i jednocześnie przedłużyć funkcjonowanie części instalacji energetycznych, jest wykorzystanie zielonego amoniaku.
Współspalanie amoniaku z węglem może znacząco obniżyć emisje dwutlenku węgla w istniejących blokach energetycznych. Jak wskazują eksperci, dzięki temu emisyjność mogłaby spaść poniżej poziomu 550 kg CO₂ na megawatogodzinę, czyli niższego niż bloki gazowe. Regulacje przewidują, że elektrownie emitujące więcej niż wskazany limit po zakończeniu okresu przejściowego nie będą mogły korzystać z rynku mocy, czyli systemu wynagradzającego jednostki wytwórcze za gotowość do dostarczania energii. W Polsce dotyczy to części starszych bloków węglowych o mocy ok. 200 MW, króre jeśli nie ograniczą emisji, po 1 stycznia 2028 r. mogą zostać wyłączone z eksploatacji. Taka sytuacja może oznaczać poważne wyzwania dla krajowego systemu elektroenergetycznego, a w najbardziej pesymistycznym scenariuszu z systemu mogłoby zniknąć nawet 8,2 GW stabilnych mocy wytwórczych. Bloki tej klasy odpowiadają za około jedną trzecią mocy wytwórczych opartych na węglu. Ponadto wraz ze wzrostem udziału odnawialnych źródeł energii rośnie rola elektrowni konwencjonalnych, które stabilizują system w okresach niskiej produkcji z wiatru i słońca.
– Amoniak nie zastąpi innych działań związanych z dekarbonizacją, ale może się przyczynić do tego, że te działania będą mogły być efektywniej wprowadzane w życie. Przez to proces dekarbonizacji w nich może następować przy mniejszych kosztach gospodarczych i społecznych – tłumaczy Maciej Grabowski, były minister środowiska, prezes zarządu Centrum Myśli Strategicznych.
Technologia współspalania amoniaku z węglem jest już testowana w skali przemysłowej. W Japonii prowadzone są komercyjne wdrożenia w dużych blokach energetycznych. Jednym z przykładów jest projekt realizowany przez japońską firmę energetyczną JERA w elektrowni w Hekinanie. W instalacji tej, o mocy ok. 1000 MW, osiągnięto już stabilny poziom współspalania amoniaku na poziomie 20%, a w najbliższych latach ma on wzrosnąć nawet do 40–45%. Taki udział paliwa pozwala znacząco ograniczyć emisję i zejść poniżej europejskich limitów emisyjnych.
Zielony amoniak może odegrać ważną rolę nie tylko w energetyce, lecz także w przemyśle. Jest łatwiejszy w magazynowaniu i transporcie niż wodór, dlatego bywa traktowany jako jego nośnik w międzynarodowym handlu energią. Według danych Ammonia Energy Association do lutego 2026 r. na świecie ogłoszono ponad 500 projektów produkcji niskoemisyjnego amoniaku o łącznej planowanej mocy ok. 404 mln ton.
Obecnie globalna produkcja konwencjonalnego, tzw. szarego amoniaku przekracza 180 mln ton rocznie. Europa odpowiada za ok. 10% światowego zapotrzebowania na ten surowiec, pokrywając je w ok. 60% z własnej produkcji, a w 40% z importu. Polska jest jednym z ważniejszych producentów amoniaku w UE i ma ponad stuletnią tradycję jego wytwarzania. Krajowe moce produkcyjne sięgają ok. 2,8 mln ton rocznie przy łącznej zdolności produkcyjnej w UE wynoszącej ok. 17,8 mln ton. Największym odbiorcą amoniaku pozostaje przemysł nawozowy, który globalnie zużywa około 80–85% jego produkcji. Tradycyjna produkcja amoniaku z wykorzystaniem gazu ziemnego odpowiada jednak za ok. 1,8% światowych emisji dwutlenku węgla, dlatego jego dekarbonizacja ma znaczenie dla całej gospodarki. – W Polsce dyskusja na temat możliwości zastosowania zielonego amoniaku dopiero raczkuje. To jest wiedza ekspercka i dosyć wąska, natomiast to musi się zmienić. Uważam, że to jest wielka szansa i dla polskiej elektroenergetyki, i dla przemysłu chemicznego – podkreśla Maciej Grabowski.
Rozwój tej technologii jest także związany z unijnymi regulacjami klimatycznymi. Dyrektywa RED II zakłada, że do 2030 r. udział paliw odnawialnych pochodzenia niebiologicznego, takich jak zielony wodór i jego pochodne, ma wzrosnąć w przemyśle do 42%. W praktyce oznacza to konieczność produkcji tych paliw z energii odnawialnej, a od 2028 r. wyłącznie z nowych instalacji odnawialnych źródeł energii. Jednym z największych wyzwań w rozwoju zielonego amoniaku w Polsce pozostaje dostępność OZE. – Przejście z szarego amoniaku do zielonego nie jest żadnym wyzwaniem technologicznym, tu nie ma żadnych nowych technologii, które trzeba zastosować. To, co jest największym wyzwaniem, to skala tego zjawiska, ponieważ żeby móc produkować adekwatne wolumeny zielonego amoniaku, potrzebujemy bardzo dużo energii odnawialnej, a ta pochłania ogromne ilości terenów, których i w Polsce, i w UE po prostu nie mamy – wyjaśnia Tomoho Umeda, prezes Hynfra i przewodniczący Komitetu Gospodarki Wodorowej Krajowej Izby Gospodarczej.
Z tego powodu wiele projektów powstaje w krajach o sprzyjających warunkach naturalnych, takich jak Oman, Jordania czy Mauretania. Dzięki dużemu nasłonecznieniu, dobrym warunkom wiatrowym i dostępowi do morza możliwe jest tam wytwarzanie wodoru z energii słonecznej i wiatrowej oraz wody morskiej, a następnie przekształcanie go w amoniak i transportowanie do innych regionów świata.
Eksperci podkreślają również znaczenie systemowego wsparcia dla rozwoju tego rynku. Projekty produkcji zielonego amoniaku wymagają bowiem długoterminowych kontraktów i dużych nakładów inwestycyjnych. Według szacunków ekspertów Hydrogen Poland program wsparcia dla tego sektora w Polsce mógłby kosztować ok. 2 mld zł w perspektywie dekady. Jednocześnie rosnące ceny uprawnień do emisji CO₂ w Europie mogą sprawić, że zielone paliwa z czasem staną się coraz bardziej konkurencyjne wobec tradycyjnych surowców energetycznych.
fot. arch. red.
oprac. /kp/
Rynek pracy / Edukacja



.jpg)



.jpg)

