W styczniu codzienne zakupy podrożały średnio o 3,7% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Wzrost objął 17 kategorii najczęściej kupowanych produktów, w tym żywność, napoje i chemię gospodarczą. W grudniu roczna dynamika wzrostu wyniosła 3,8%, a w listopadzie 4,2%, co wskazuje na stopniowe hamowanie tempa podwyżek. Dane pochodzą z cyklicznego raportu „Indeks Cen w Sklepach Detalicznych”, w ramach którego przeanalizowano ponad 82 tys. cen detalicznych z ponad 38,5 tys. sklepów należących do 62 sieci handlowych. – Spadek dynamiki wzrostu cen w styczniu był symboliczny, ale warto mieć w pamięci, że obniża się ona już od miesięcy. Moim zdaniem ten trend się utrzyma. Na razie ostrożnie założyłbym, że w tym roku zejdziemy poniżej 3%, a może nawet 2% rok do roku – komentuje Marcin Luziński, ekonomista z Santander Bank Polska.
Sama żywność zdrożała w styczniu średnio o 3,2% w ciągu roku. W grudniu wzrost wynosił 3,1%, a w listopadzie 3,7%. Dr inż. Anna Motylska-Kuźma z Uniwersytetu Dolnośląskiego DSW podkreśla, że rynek nie generuje obecnie silnych impulsów do zwiększenia presji cenowej w obszarze żywności. – Jej ceny utrzymują się na tym samym poziomie wzrostów, co w grudniu. Nieznaczne różnice w tym wypadku są raczej kosmetyczne i mogą być spowodowane niewielkimi wahaniami kursów walut. Te z kolei utrzymują się na stabilnym poziomie i nic nie wskazuje na to, by sytuacja ta miała się zmienić – tłumaczy. Marcin Luziński zwraca uwagę, że w ostatnich miesiącach poprawiła się sytuacja podażowa na rynkach rolnych. – Styczniowym wynikiem nie należy się przejmować. W Polsce bardzo dobrze wyglądały zeszłoroczne zbiory owoców i warzyw. Poprawiła się światowa podaż zbóż, roślin oleistych, cukru i mleka. Globalne indeksy FAO opisujące ceny żywności w ostatnich miesiącach wyraźnie maleją i od szczytu w sierpniu spadły już o ok. 4,5%, w tym mleka – o niemal 15%, a cukru – o 12,5%. Będzie to miało wpływ na ceny artykułów spożywczych w Polsce i ściągało je w dół – uważa ekspert.
Różnica między dynamiką cen całego koszyka analizowanych produktów a samą żywnością pozostaje widoczna, choć stopniowo maleje. Dr Joanna Myślińska-Wieprow z Uniwersytetu WSB Merito wskazuje, że to korzystna informacja dla gospodarstw domowych, ponieważ żywność stanowi znaczącą część wydatków. – Ceny żywności rosną wolniej niż chemia czy używki. Tendencja ta wynika z globalnego spadku cen surowców rolnych i efektu bazowego po wysokich wzrostach w 2025 r. Analiza danych wskazuje na stopniową normalizację, gdzie handel detaliczny odbudowuje marże bez szokowych podwyżek – tłumaczy.
Najwyższe podwyżki w styczniu odnotowano w kategorii używek, gdzie ceny wzrosły o 10,2% rok do roku. Chemia gospodarcza podrożała o 8,3%, słodycze i desery o 7,1%, mięso o 6,7%, a dodatki spożywcze o 5,9%. – Używki, chemia gospodarcza, słodycze, mięso i dodatki spożywcze drożeją najszybciej ze względu na wzrost kosztów surowców, energii i transportu, a w niektórych przypadkach – również sezonowość. To efekt presji kosztowej w łańcuchach dostaw, która przekłada się bezpośrednio na półki sklepowe – wyjaśnia dr Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku.
Na przeciwnym biegunie znalazły się warzywa i owoce, których ceny spadły odpowiednio o 4,1% i 3,1%. Artykuły dla dzieci zdrożały z kolei nieznacznie, o 1,6%. Eksperci tłumaczą spadki w segmencie warzyw i owoców większą podażą po udanych zbiorach w 2025 r. i sezonową wyprzedażą zapasów przed nowym sezonem. Znaczenie miały także niższe koszty transportu związane ze spadkiem cen ropy naftowej i paliw pod koniec 2025 r. i na początku 2026 r., a także umocnienie złotego wobec euro i dolara, co obniżyło koszty importu. Były to jedyne kategorie, w których roczna dynamika cen była ujemna. Natomiast relatywnie niska dynamika cen w segmencie artykułów dla dzieci wynika według dr Anny Motylskiej-Kuźmy z dużej konkurencji i ograniczonych możliwości przenoszenia kosztów na konsumentów. W efekcie ceny w tej kategorii rosną wolniej niż w większości pozostałych segmentów.
Styczniowy wzrost cen w sklepach był wyższy niż ogólny wskaźnik inflacji. Jak wyjaśnia Marcin Luziński, analizowane kategorie stanowią około jednej trzeciej koszyka inflacyjnego, który obejmuje także usługi, paliwa, energię czy koszty utrzymania mieszkań. W wielu z tych obszarów ceny rosną wolniej. – Tańsze niż przed rokiem są obecnie takie kategorie, jak np. odzież i obuwie, paliwo, samochody czy sprzęty elektryczne dla gospodarstw domowych. Dlatego inflacja ogółem jest niższa od tempa wzrostu cen w sklepach. Moim zdaniem tak będzie jeszcze przez jakiś czas, ale różnica między tymi liczbami będzie się zmniejszała, o ile oczywiście nie dojdzie do nowych szoków na rynku żywnościowym, a te niestety pojawiają się ostatnio dość często – podsumowuje ekspert.
fot. freepik.com
oprac. /kp/
Rynek pracy / Edukacja








