Parlament Europejski poparł w lutym nową, ambitną reformę prawa klimatycznego, która wyznacza pośredni cel redukcji emisji gazów cieplarnianych o 90% do 2040 r. w stosunku do poziomu z 1990 r. Decyzja ta stanowi kolejny krok na drodze do osiągnięcia pełnej neutralności klimatycznej wspólnoty do połowy stulecia. Obecne plany zakładają, że do 2030 r. emisje spadną o 55%, choć dane Europejskiej Agencji Środowiska wskazują, że dotychczasowy spadek wyniósł 36%, a przy obecnych politykach państw członkowskich realna redukcja w 2030 r. może osiągnąć 47%.
Przyjęta reforma, która przeszła stosunkiem głosów 413 za do 226 przeciw, wprowadza mechanizmy mające zwiększyć elastyczność państw członkowskich w dążeniu do wyznaczonych limitów. Nowe przepisy przewidują m.in. wykorzystanie kredytów węglowych i możliwość zaliczenia inwestycji proklimatycznych w krajach partnerskich jako elementu redukcji emisji netto od 2036 r. Jednocześnie Parlament zdecydował o przesunięciu wdrożenia systemu ETS2 obejmującego budownictwo i transport drogowy – z 2027 na 2028 r.
Zmiany te budzą jednak opór części deputowanych, w tym reprezentującej Prawo i Sprawiedliwość Anny Zalewskiej. – Polityka klimatyczna w Unii Europejskiej nie ma nic wspólnego z ochroną środowiska. W dodatku Unia Europejska jest sama. Cały świat powiedział, że nie chce w tym szaleństwie uczestniczyć. To się nie przekłada na jakiekolwiek wartości. Jest to zwyczajnie wielki bankowy biznes, a tak naprawdę przekręt. Chodzi po prostu o pieniądze napędzane systemem kupowania uprawnień do emitowania dwutlenku węgla. Nie wykonasz, nie osiągniesz, to zapłacisz kolejne podatki. Zresztą wszystkie raporty pokazują, że za cenę energii – najwyższą na całym świecie, która dusi europejską gospodarkę i powoduje wyprowadzanie firm poza Unię Europejską – odpowiada właśnie obłożenie jej ETS-em – uważa europosłanka.
Kontrowersje wokół unijnej strategii pogłębiają się w kontekście dążeń do wpisania wpływów z systemu ETS jako stałego źródła dochodów do budżetu UE na lata 2028–2034. ETS wymusza na sektorze energetycznym i przemyśle energochłopnnym wykupowanie pozwoleń na każdą wyemitowaną tonę gazów cieplarnianych – zgodnie z zasadą „zanieczyszczający płaci” – co ma stymulować przejście na ekologiczne technologie. Nadchodzące rozszerzenie systemu, znane jako ETS2, obejmie dodatkowo transport i ogrzewanie budynków. Według propozycji Komisji Europejskiej 30% tych środków miałoby zasilać unijną kasę, generując średnio 9,6 mld euro rocznie. Podczas gdy unijne prawo klimatyczne w swoim drugim artykule teoretycznie kładzie nacisk na solidarność i uwzględnianie możliwości poszczególnych państw, sceptycy podnoszą, że w praktyce zasada ta jest ignorowana, co prowadzi do drastycznego wzrostu cen energii w Europie.
Sytuację komplikuje dodatkowo zmiana kursu politycznego w Stanach Zjednoczonych. W lutym 2026 r. prezydent Donald Trump uchylił kluczowe orzeczenia dotyczące szkodliwości gazów cieplarnianych, nazywając to największą deregulacją w historii USA, a sekretarz ds. energii Chris Wright zagroził wystąpieniem Stanów Zjednoczonych z Międzynarodowej Agencji Energetycznej, jeśli ta nie porzuci celów zakładających neutralność emisyjną. W odpowiedzi na te globalne zawirowania Parlament Europejski zapowiedział, że Komisja Europejska będzie co dwa lata dokonywać przeglądu postępów, biorąc pod uwagę nie tylko dane naukowe, ale także ceny energii i kondycję przemysłu, co ma pozwolić na ewentualne korekty celów na 2040 r. w przyszłości.
– Czy coś może się jeszcze zmienić w regulacjach? To przede wszystkim zależy od rządów poszczególnych krajów, jak będą budować mniejszości blokujące, które nie pozwolą na to szaleństwo i zaczną odwracać proces, w którym jesteśmy. I wreszcie wszystko zależy od Europejczyków, którzy po prostu tego nie wytrzymają. Pojawią się złe emocje, które będą kazały weryfikować te niemożliwe do osiągnięcia cele. Tym bardziej że globalnie jesteśmy w tym sami – podsumowuje Anna Zalewska.
fot. freepik.com
oprac. /kp/
Rynek pracy / Edukacja









