Transformacja energetyczna w Polsce wyraźnie przyspiesza, jednak proces ten nadal napotyka liczne bariery. Jednym z najczęściej wskazywanych problemów są długotrwałe procedury administracyjne związane z uzyskiwaniem pozwoleń na realizację inwestycji w odnawialne źródła energii.
Dane Ministerstwa Klimatu i Środowiska wskazują, że w 2024 r. udział OZE w produkcji energii elektrycznej w Polsce po raz pierwszy przekroczył poziom 30% i wyniósł 31,41%. Dla porównania – w 2020 r. było to niespełna 18%. Oznacza to, że instalacje OZE wytworzyły niemal 55 tys. GWh energii. Na koniec 2025 r. udział odnawialnych źródeł w całkowitej mocy zainstalowanej w krajowym systemie energetycznym przekroczył 50% i osiągnął poziom 37 777 MW. W porównaniu z 2020 r. oznacza to ponad trzykrotny wzrost. Najdynamiczniej rozwijała się energetyka słoneczna, której moc wzrosła do 24 808 MW, oraz energetyka wiatrowa z mocą na poziomie 10 555 MW.
Mimo rosnącej roli odnawialnych źródeł energii Polska wciąż pozostaje poniżej średniej unijnej. Z danych Eurostatu wynika, że w 2024 r. udział OZE w całkowitej konsumpcji energii elektrycznej w Polsce wyniósł 30,37%, a w końcowym zużyciu energii brutto 17,7%. Średnia w Unii Europejskiej osiągnęła odpowiednio 47,5% i 25,2%.
Eksperci zwracają uwagę, że transformacja energetyczna przebiega z pewnymi trudnościami i wymaga dalszego przyspieszenia, aby możliwe było osiągnięcie celów zapisanych w Krajowym Planie w dziedzinie Energii i Klimatu. Zgodnie z projektem jego aktualizacji udział OZE w produkcji energii elektrycznej do 2030 r. ma wynieść 51,6% w scenariuszu zrównoważonej transformacji oraz 53,2% w scenariuszu przyspieszonym. W perspektywie 2040 r. wskaźniki te mają wzrosnąć odpowiednio do 65% i 68%. Jednocześnie plan zakłada zwiększenie udziału odnawialnych źródeł w końcowym zużyciu energii brutto do 30% w scenariuszu WEM i do 32% w scenariuszu WAM. – Inwestycje w OZE zdecydowanie są traktowane jako korzyść, a nie jako koszt konieczny do poniesienia. To jest inwestycja w nasze bezpieczeństwo, szczególnie w dobie zawirowań geopolitycznych, których jesteśmy świadkami. Każdy megawat mocy zainstalowany w naszych polskich, lokalnych źródłach jest na wagę złota – przekonuje Tomasz Guzowski, prezes OX2 Polska.
Polska gospodarka jednak nadal w dużym stopniu opiera się na paliwach kopalnych. Według MKiŚ koszt importu surowców energetycznych w 2024 r. wyniósł ok. 112 mld zł, a ogólna zależność importowa wzrosła do 45%. Analizy Polskiego Instytutu Ekonomicznego wskazują natomiast, że utrzymywanie systemu energetycznego opartego głównie na węglu może być do 2040 r. nawet o 40% droższe niż rozwój energetyki opartej w większym stopniu na odnawialnych źródłach energii. Wynika to m.in. z rosnących kosztów emisji CO2, wysokich cen paliw kopalnych na rynkach światowych i konieczności modernizacji starzejących się elektrowni węglowych przy jednoczesnym spadku krajowego wydobycia węgla.
Jedną z głównych barier rozwoju OZE pozostają skomplikowane procedury administracyjne. – Skupiłbym się na usprawnieniu procesów, na prowadzeniu kilku pozwoleń w tym samym czasie, co jest na pewno osiągalne i jest dyskutowane w projekcie zmian chociażby do regulacji związanych z implementacją dyrektywy RED III do polskich przepisów prawa – podkreśla Tomasz Guzowski. Dyrektywa zakłada, że do 2030 r. udział energii ze źródeł odnawialnych w końcowym zużyciu energii brutto w UE powinien wynieść co najmniej 42,5% z ambicją osiągnięcia poziomu 45%.
Znaczenie mogą mieć również niedawne zmiany legislacyjne. Na początku kwietnia prezydent podpisał nowelizację Prawa energetycznego będącą częścią tzw. pakietu antyblackoutowego i działań deregulacyjnych. Nowe przepisy mają m.in. odblokować moce przyłączeniowe poprzez eliminację projektów, które blokują dostęp do sieci elektroenergetycznej, a także ograniczyć formalności i skrócić procedury związane z przyłączaniem nowych instalacji.
Zdaniem Tomasza Guzowskiego szczególnego wsparcia wymaga rozwój lądowej energetyki wiatrowej. Proces przygotowania takich inwestycji jest długotrwały i obejmuje m.in. uzyskanie decyzji środowiskowej, zapewnienie prawa do gruntu, zgodność z planami zagospodarowania przestrzennego i warunki przyłączenia do sieci. – Na końcu tego procesu jest pozwolenie na budowę. Ze względu na realia i chociażby uzyskanie decyzji środowiskowej czas niezbędny dla projektów lądowej energetyki wiatrowej to jest nawet kilkanaście miesięcy, kiedy musimy czekać na uzyskanie tego typu decyzji. Wszystkie rozwiązania, które przyspieszą ten proces, są pożądane – tłumaczy ekspert.
Rozwój energetyki wiatrowej na lądzie był dodatkowo ograniczony przez obowiązującą od 2016 r. tzw. ustawę odległościową wprowadzającą zasadę 10H. Oznaczała ona konieczność lokalizowania turbin wiatrowych w odległości co najmniej dziesięciokrotności ich wysokości od zabudowań mieszkalnych i obszarów chronionych. Po zmianach przepisów minimalną odległość ustalono na poziomie 700 m. W ubiegłym roku rząd proponował jej zmniejszenie do 500 m, jednak projekt nowelizacji został zawetowany przez prezydenta, który tłumaczył swoją decyzję m.in. brakiem społecznego poparcia. – Tutaj konieczna jest przede wszystkim szersza komunikacja do społeczności, promocja tego typu technologii, która jest tania, dość łatwa do zainstalowania i rozwinięcia, oraz szeroko zakrojona akcja promocyjna, tak jak to miało miejsce w przypadku atomu. Niestety nadal jest to przedmiot licznych dyskusji i sporów politycznych, zdecydowanie bardziej politycznych niż merytorycznych – twierdzi Tomasz Guzowski. Badanie przeprowadzone w sierpniu 2025 r. przez More in Common Polska pokazuje, że 64% Polaków popiera rozwój lądowych farm wiatrowych. Przeciwnego zdania było 24% respondentów. Ponad połowa ankietowanych deklarowała również pozytywny stosunek do budowy takich instalacji w pobliżu miejsca zamieszkania.
fot. freepik.com
oprac. /kp/
Rynek pracy / Edukacja









