8903,56 zł brutto – tyle wyniosło przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej w 2025 r. W porównaniu z 2024 r. oznacza to realny wzrost płac o 5,5%, choć tempo wzrostu było niższe niż rok wcześniej.
Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w czwartym kwartale ubiegłego roku przeciętne miesięczne wynagrodzenie osiągnęło poziom 9197,79 zł brutto, a średnia pensja bez wypłat nagród z zysku wyniosła w tym okresie 9196,88 zł. Dane te potwierdzają dalszy wzrost wynagrodzeń w końcówce roku. W ujęciu rocznym wynagrodzenia w czwartym kwartale były wyższe o 8,5%, a w porównaniu z poprzednim kwartałem wzrosły o 4,85%.
Jednocześnie GUS wskazuje, że realny wzrost wynagrodzeń w 2025 r. był niższy niż w 2024 r. W ubiegłym roku płace wzrosły realnie o 5,5%, podczas gdy rok wcześniej dynamika ta wynosiła 9,5%. Oznacza to spowolnienie tempa poprawy siły nabywczej wynagrodzeń.
Do opublikowanych danych odniósł się główny ekonomista Konfederacji Lewiatan Mariusz Zielonka. – Dane dotyczące wynagrodzeń w gospodarce narodowej ostatecznie weryfikują koszty pracy i siłę nabywczą portfeli w ubiegłym roku. Przeciętne wynagrodzenie w 2025 r. wyniosło 8903,56 zł, co w zestawieniu z kwotą 8181,72 zł w 2024 r. daje nominalną dynamikę wzrostu na poziomie 8,8%. Jeszcze lepiej wyglądała sytuacja w czwartym kwartale, w którym płace osiągnęły 9197,79 zł, notując wzrost o 8,5% rok do roku. Przekroczenie bariery 9 tys. zł wynagrodzenia w końcówce roku potwierdza, że okres dwucyfrowych skoków mamy za sobą, ale tempo wzrostu wciąż pozostaje wysokie – wskazał ekspert.
Ekonomista podkreślił również, że rzeczywisty wzrost wynagrodzeń był wyższy od prognoz Ministerstwa Finansów, które w ustawie budżetowej na 2025 r. zakładało wzrost na poziomie 7,1%. Według danych GUS średnioroczna inflacja w ubiegłym roku wyniosła 3,6%, co przełożyło się na realny wzrost płac rzędu ok. 5%. Zdaniem eksperta tak wysoka siła nabywcza tłumaczy solidną kondycję spożycia widocznego w danych o PKB, ale z punktu widzenia makroekonomicznego niesie istotne ryzyka. – Dynamika płac niemal trzykrotnie przewyższająca dynamikę inflacji przy jednoczesnym chłodzeniu rynku pracy widocznym w spadającej liczbie ofert i wzroście bezrobocia długotrwałego podnosi jednostkowe koszty pracy. Dla firm, które mierzą się ze spadkiem konkurencyjności, to sygnał do dalszej optymalizacji zatrudnienia w celu ratowania marż. Z kolei dla Rady Polityki Pieniężnej tak silne realne wzrosty dochodów są argumentem za zachowaniem ostrożności, ponieważ wysoki popyt wewnętrzny może utrudniać trwały powrót inflacji bazowej do celu w nadchodzących kwartałach – podsumował Mariusz Zielonka.
fot. freepik.com
oprac. /kp/
Rynek pracy / Edukacja









