Zimowe warunki pogodowe ponownie zwracają uwagę na odporność polskiego systemu elektroenergetycznego. Choć długoterminowe dane wskazują na łagodniejsze zimy, zdaniem ekspertów system musi być przygotowany także na okresy silnego mrozu, opadów śniegu i niskiej wietrzności.
Okres świąteczny upłynął pod znakiem znaczącej produkcji z odnawialnych źródeł energii, która w okresie świątecznym osiągała blisko 40% udziału w krajowym miksie. – Nowoczesne turbiny instalowane w Polsce wyposażone są w rozwiązania powstrzymujące osadzanie się lodu lub umożliwiające jego rozmrażanie, dzięki czemu są w stanie wytrzymać mrozy sięgające -20 czy -30°C – podkreśla Michał Smoleń, kierownik Zespół Energii w Polskim Instytucie Ekonomicznym.
Również opady śniegu nie paraliżują energetyki słonecznej. Na początku stycznia – mimo zimowej aury – instalacje fotowoltaiczne w południe osiągały moc produkcyjną na poziomie 4,6 GW. Głównym ograniczeniem w tym okresie pozostaje brak słońca, a nie obecność śniegu. – Panele montowane są pod kątem, a śnieg topnieje w słońcu. Od listopada do stycznia kluczowym ograniczeniem, także przy cieplejszej pogodzie, jest natomiast zachmurzenie oraz krótkie dni. Nieco lepsza sytuacja jest w drugiej części sezonu grzewczego – luty-kwiecień – tłumaczy ekspert PIE.
Zimowe opady są dobrą wiadomością dla energetyki wodnej, szczególnie w skali europejskiej. Choć jej znaczenie w Polsce jest ograniczone, pokrywa śnieżna w krajach nordyckich i alpejskich zwiększa potencjał produkcji energii w okresie wiosenno-letnim, wspierając cały kontynentalny system elektroenergetyczny.
Jak wskazuje Michał Smoleń, największym wyzwaniem w czasie intensywnych opadów śniegu pozostaje dystrybucja energii. Przykładem były awarie, do których doszło na początku stycznia na Warmii i Mazurach. – Intensywne opady śniegu i wichury zagrażają lokalnym sieciom dystrybucyjnym, na które m.in. przewracają się zaśnieżone drzewa czy spadają gałęzie – wyjaśnia.
Znacznie trudniejszym testem dla systemu są okresy jednoczesnych mrozów i słabego wiatru. Od 5 stycznia wraz ze spadkiem temperatur i osłabieniem wietrzności udział OZE w produkcji energii obniżył się do 14%, a w czasie tzw. ciemnej flauty może spaść do kilku procent. – Nawet w latach 30. czy 40. obecnego stulecia ciężar utrzymania systemu będą brały na siebie głównie emisyjne elektrownie węglowe i gazowe, później również jądrowe – zaznacza ekspert.
Znaczenie stabilnych dostaw energii będzie rosło wraz z postępującą elektryfikacją ogrzewania i transportu. Rozwój pomp ciepła i elektromobilności wymaga odpowiednio przygotowanego systemu energetycznego. – Pompy ciepła są najbardziej efektywnym i ekologicznym źródłem ciepła, jednak ich rozpowszechnienie wymaga odpowiedniego przygotowania po stronie systemu (elektrownie szczytowe, zabezpieczone sieci). Zależność domów od sieci mogą zmniejszać dobra izolacja termiczna budynku, magazyny ciepła, panele PV i bateryjne magazyny energii (z funkcjonalnością off-grid). W odosobnionych domach sprawdzić się mogą rezerwowy kominek na drewno czy agregat prądotwórczy – wymienia Michał Smoleń.
Wyzwania czekają również system gazowy, który w przyszłości będzie musiał sprostać znacznie wyższemu zapotrzebowaniu w okresach szczytowych. To właśnie gaz ma pełnić rolę zabezpieczenia zarówno dla elektroenergetyki, jak i systemów ciepłowniczych.
Ekspert zwraca uwagę, że transformacja energetyczna zmienia także sposób pracy dużych elektrowni konwencjonalnych. – Wskutek wysokiej wietrzności, wytężonej pracy elektrociepłowni oraz niższego zapotrzebowania,w okresie od 28 grudnia 2025 r. do 4 stycznia 2026 r. generacja netto z elektrowni opalanych węglem brunatnym rzadko przekraczała 3 GW. Ze względu na bardziej stabilny profil produkcji uzupełnianie energetyki wiatrowej jest dla JWCD mniej uciążliwe niż w przypadku fotowoltaiki – podsumowuje Michał Smoleń.
fot. freepik.com
oprac. /kp/
Rynek pracy / Edukacja








